wtorek, 16 marca 2010
Szkoleniowy miesiąc.
Dopiero, co przeżywamy powrót z seminarium z Mia Skogster a tutaj już w sobotę następne szkolenie. W tym wypadku nie będziemy już tylko widzami, ale Yogi będzie mógł sobie pobawić się na placu. Jedziemy na znany nam już plac Hodowli i szkoły psów - Dorplant prowadzonej przez znanych polskich zawodników, reprezentantów Polski na mistrzostwach świata – Dorotę Stawicką i Sławomira Kawkę. Tym razem zamierzamy pomęczyć posłuszeństwo. Elementami, o które będę pytał to sprawa przyśpieszenia pobierania koziołka przy aporcie, przyśpieszanie dobiegania psa do mnie. Na pewno będziemy mieli wiele, wiele pytań i pomęczymy trochę Instruktorów. Mam nadzieję, że pogoda nie spłata figla i nie będzie opadów deszczu. Mrozek może być, lepsze to niż plucha. W następnym miesiącu wybieramy się na szkolenie z posłuszeństwa prowadzone przez P. Agnieszkę Boczulę, której reklamować nie ma potrzeby. Tam będziemy obserwatorami.
poniedziałek, 15 marca 2010
Seminarium z Mia Skogster
W ostatni weekend postanowiłem wybrać się na seminarium organizowane przez jedną z najlepszych instruktorek i zawodniczek IPO na świecie Mia Skogster. Mia przyjechała już drugi raz do Polski na zaproszenie P. Tomasza Chodzenia do uroczej miejscowości Ojcówek, położonej w środku lasu.
Pojechałem na to szkolenie, jako obserwator. Z mojej miejscowości jest to około 120 km trasy. Najnowsza automapa poprowadziła mnie bez błędnie pod sam ośrodek szkoleniowy. Ze względu na małą odległość nie zdecydowałem się na nocleg. Pierwszego dnia seminarium rozpoczęło się wykładem teoretycznym, który poświęcony był szczeniakom oraz w części posłuszeństwu. Mia omówiła krótko etapy rozwoju szczeniaka oraz rodzaj i sposoby pracy z maluchami. Wykład był ilustrowany filmami, na które przedstawiały pracę i zabawę ze szczylami.
Po wykładzie zaczęła się część praktyczna, praca z psami na placu. Zostały one posortowane według wieku. To, co zwróciło moja uwagę to olbrzymia otwartość Mia oraz Jej pozoranta na uwagi przewodnika. W niczym nie przypominało to polskich placów gdzie jaśnie pan pozorant raczy pobiegać z rękawem i coś do siebie mówić ignorując przewodnika. Mia zaczynała pracę od szczegółowej rozmowy z posiadaczem psa, omówieniem elementów, które wypadły słabiej, które lepiej, omawiała błędy oraz proponowała ich poprawę przez zmianę elementów pracy psa i człowieka.
Na drugi dzień była już tylko praca z psami bez wykładów. Z olbrzymim zainteresowaniem oglądałem występy naszych zawodników i słuchałem tego jak Mia komentuje ich pracę. To, na co zwróciłem uwagę to nacisk na to ile i za co tracimy lub zyskujemy punktów na zawodach, jak oceniają sędziowie wszystkie elementy pracy psa. Bardzo często psy mają super rozwinięte popędy, pracują na najwyższym poziomie, ale kosztem dokładności ćwiczeń, nerwowości, wyłamywaniem komend w podporządkowaniu. Ja dla siebie wyniosłem przede wszystkim to jak bardzo ważne są szczegóły pracy psa, pilnowanie, aby każdy element był wykonany do końca i dokładnie, aby nic nie odbywało się kosztem drugiego elementu, ponieważ punkty są za wszystko a nie za jeden element. W treningu bardzo często się o tym zapomina skupiając się na tym, co i tak wychodzi dobrze kosztem najgorzej wypracowanego elementu.
Seminarium było niezwykle ciekawe i pouczające. Wyniosłem wiele i nauczyłem się dużo, a najwięcej pokory w stosunku do psa. Dla swojego Yogi i siebie przywiozłem wiedzę o tym jak być najbardziej czytelnym dla psa w tym, co oczekuję od niego. Opanowanie swojego ciała i ruchów przy pracy z psem jest tak samo ważne jak jego praca. Polecam wszystkim skusić się na takie seminarium. Naprawdę warto, daje to Świerzy punkt widzenia na siebie i psa bez względu na nasz poziom. Nie jestem zwolennikiem nauki jazdy motorem od hulajnogi, dlatego jak się uczyć to od najlepszych, aby nie powielać błędów.
Pojechałem na to szkolenie, jako obserwator. Z mojej miejscowości jest to około 120 km trasy. Najnowsza automapa poprowadziła mnie bez błędnie pod sam ośrodek szkoleniowy. Ze względu na małą odległość nie zdecydowałem się na nocleg. Pierwszego dnia seminarium rozpoczęło się wykładem teoretycznym, który poświęcony był szczeniakom oraz w części posłuszeństwu. Mia omówiła krótko etapy rozwoju szczeniaka oraz rodzaj i sposoby pracy z maluchami. Wykład był ilustrowany filmami, na które przedstawiały pracę i zabawę ze szczylami.
Po wykładzie zaczęła się część praktyczna, praca z psami na placu. Zostały one posortowane według wieku. To, co zwróciło moja uwagę to olbrzymia otwartość Mia oraz Jej pozoranta na uwagi przewodnika. W niczym nie przypominało to polskich placów gdzie jaśnie pan pozorant raczy pobiegać z rękawem i coś do siebie mówić ignorując przewodnika. Mia zaczynała pracę od szczegółowej rozmowy z posiadaczem psa, omówieniem elementów, które wypadły słabiej, które lepiej, omawiała błędy oraz proponowała ich poprawę przez zmianę elementów pracy psa i człowieka.
Na drugi dzień była już tylko praca z psami bez wykładów. Z olbrzymim zainteresowaniem oglądałem występy naszych zawodników i słuchałem tego jak Mia komentuje ich pracę. To, na co zwróciłem uwagę to nacisk na to ile i za co tracimy lub zyskujemy punktów na zawodach, jak oceniają sędziowie wszystkie elementy pracy psa. Bardzo często psy mają super rozwinięte popędy, pracują na najwyższym poziomie, ale kosztem dokładności ćwiczeń, nerwowości, wyłamywaniem komend w podporządkowaniu. Ja dla siebie wyniosłem przede wszystkim to jak bardzo ważne są szczegóły pracy psa, pilnowanie, aby każdy element był wykonany do końca i dokładnie, aby nic nie odbywało się kosztem drugiego elementu, ponieważ punkty są za wszystko a nie za jeden element. W treningu bardzo często się o tym zapomina skupiając się na tym, co i tak wychodzi dobrze kosztem najgorzej wypracowanego elementu.
Seminarium było niezwykle ciekawe i pouczające. Wyniosłem wiele i nauczyłem się dużo, a najwięcej pokory w stosunku do psa. Dla swojego Yogi i siebie przywiozłem wiedzę o tym jak być najbardziej czytelnym dla psa w tym, co oczekuję od niego. Opanowanie swojego ciała i ruchów przy pracy z psem jest tak samo ważne jak jego praca. Polecam wszystkim skusić się na takie seminarium. Naprawdę warto, daje to Świerzy punkt widzenia na siebie i psa bez względu na nasz poziom. Nie jestem zwolennikiem nauki jazdy motorem od hulajnogi, dlatego jak się uczyć to od najlepszych, aby nie powielać błędów.
wtorek, 23 lutego 2010
Rozmawiamy po niemiecku
Szprechamy.
Czy stare drzewa się przesadza? Czasami, jeżeli jest taka potrzeba musimy to zrobić. To samo z Borysem. Miałem już dosyć wymyślania sposobów na przyśpieszenie siadów i warowań. Wszystko przez błędy młodości, kiedy komendy typowo sportowe z lenistwa były używane cywilnie na spacerach.
Spowodowało to ich zwolnienie, brak napięcia przy pracy na placu. Zamiast męczyć kłaczastego yogi, doszedłem do wniosku, że warto uwarunkować 2 nowe, czyste komendy. Siad i Waruj zostały zastąpione niemieckimi odpowiednikami, które w moich ustach brzmią „Zic” i „Plac”.
Nie wiem jak jest z innymi psami i szczerze mnie to mało interesuje, ale Borys nauczył się nowych haseł po 2 dniach. Jakie było moje zaskoczenie w szybkości ich wykonywania naprzeciwko spalonych waruj i siad.
Stare zostawiliśmy, ale do innych sytuacji niż te. Jak się okazało pies potrafi doskonale i szybko nauczyć się wykonywania tej samej czynności pod dwoma różnymi komendami głosowymi, ale w innych okolicznościach. Jak widać okoliczności powodują, że dla psiego umysłu to zupełnie inne czynności. Wszystkim, którzy mają problemy, z jakością wykonywania jakiejś starej komendy proponuje ten sam eksperyment. Uwarunkowanie nowego hasła do starej czynności.
U mnie efekt przeszedł oczekiwania.
Czy stare drzewa się przesadza? Czasami, jeżeli jest taka potrzeba musimy to zrobić. To samo z Borysem. Miałem już dosyć wymyślania sposobów na przyśpieszenie siadów i warowań. Wszystko przez błędy młodości, kiedy komendy typowo sportowe z lenistwa były używane cywilnie na spacerach.
Spowodowało to ich zwolnienie, brak napięcia przy pracy na placu. Zamiast męczyć kłaczastego yogi, doszedłem do wniosku, że warto uwarunkować 2 nowe, czyste komendy. Siad i Waruj zostały zastąpione niemieckimi odpowiednikami, które w moich ustach brzmią „Zic” i „Plac”.
Nie wiem jak jest z innymi psami i szczerze mnie to mało interesuje, ale Borys nauczył się nowych haseł po 2 dniach. Jakie było moje zaskoczenie w szybkości ich wykonywania naprzeciwko spalonych waruj i siad.
Stare zostawiliśmy, ale do innych sytuacji niż te. Jak się okazało pies potrafi doskonale i szybko nauczyć się wykonywania tej samej czynności pod dwoma różnymi komendami głosowymi, ale w innych okolicznościach. Jak widać okoliczności powodują, że dla psiego umysłu to zupełnie inne czynności. Wszystkim, którzy mają problemy, z jakością wykonywania jakiejś starej komendy proponuje ten sam eksperyment. Uwarunkowanie nowego hasła do starej czynności.
U mnie efekt przeszedł oczekiwania.
środa, 3 lutego 2010
Dwa światy
Klika lat temu był emitowany przez Polsat reality show – Dwa Światy. Dla tych, co nie pamiętają przypominam tylko, że mieszkali w nim mieszkańcy w wiejskiej chacie rodem z „Chłopów” oraz luksusowym domku w nagrodę.
Podobnie jak te dwa różne domy, w owczarkowym świecie wygląda poziom wyszkolenia przesławnych polskich reproduktorów On-a oraz psów, które naprawdę zaliczyły IPO1 i tych które startują na zawodach i mają prawdziwe IPO1.
Kiedyś, kiedy byłem mały, wierzyłem w bajki oraz miałem nieograniczone zaufanie do ludzi, a słowo hodowca utożsamiałem z obrazem przedstawianym przez media. Człowiek uczciwy, oddany do końca psom. Po jakimś czasie okazało się, że poza wyjątkami obraz polskich hodowli ONKa dla człowieka szukającego psa, który ma jakiś wygląd i przedewszystkim charakter wygląda tak:
- IPO1 potrzebne do reproduktora jest jak kula u nogi dla hodowców. Większość z nich nie ma elementarnej wiedzy jak pracować z psem i co On potrzebuje. Tam liczy się – „zobacz, jaka czerwień, jak on chodzi” etc.
- egzaminy i przeglądy to jedna wielka parodia, o czym można było się przekonać, gdy ktoś na nieszczęście dla kogoś puścił film na forum z takiego przeglądu. Obraz nędzy i rozpaczy. Przewodnik – hodowca, który nie potrafi prowadzić psa, kulące się i uciekające psy na widok pozoranta lub w najlepszym razie robione na agresji lękowej, chcące pożreć wszystko, co się rusza.
Klient jest traktowany jak całkowity lajkonik, któremu wciska się takie bzdety, że gdyby je nagrać i puścić można by było opowiadać 1000 lat anegdoty o tych ludziach. Niestety a może dla nas stety, żyjemy w dobie ogólnodostępnej informacji, większość ludzi ma Internet, samochód i jest w stanie sama się dokształcić u normalnych ludzi bez potrzeby polegania na „hodowlanych guru”. Nie ma już możliwości kształtowania w takim klimacie środowiska na wzór „Owczarkowie Opus Di” czy „Oknowe PZPN” – „to Se Ne warci pane Havranek”.
Najzabawniejsze z tego jest to, że hodowcy Onka nadal traktują go jak pudla, który ma tylko wyglądać. Szkoda, że z tym wyglądem nie Idzie, choć by zdrowie polskich repów. Zdrowie oraz badania to następny temat, który w Polsce jest delikatnie mówiąc – nie taki, jaki być powinien. Do czasu do czasu odezwie się jakiś Hodowca, któremu na sercu leży dobro rasy i wie, że owczarek to wygląd, zdrowie i charakter. Ale co z tego jak tacy hodowcy i ich słowa przypominają „Raport z oblężonego miasta”. Finał jest taki, że można stracić setki litrów paliwa, wydać na telefon tyle, co przeciętna Firma i nie odszukać dla siebie psa w naszym kraju. Do tego traci się nerwy przy słuchawce, gdzie opowiadacz bajek zawraca kijem Wisłę.
Gdybym zacytował rady szkoleniowe oraz „cechy”, które zachwalane psy posiadają to okazuje się, że białe jest czarne, północ to południe i cały świat jest odwrócony do góry nogami.
Przelękniony pies jest mi pokazywany, jako okaz ostrego „taty”, snująca się pod nogami „hodowcy” suka, jako ideał posłuszeństwa i uległości, rep ze zdjęcia obrobionego nie umiejętnie w phptoshopi-e w rzeczywistości ma czapraka, załamanie linii grzbietu, wybarwienie nawet w ½ nie przypomina tego ze zdjęcia, nagle widać kłaki za uszami jak u mojego yogi, frędzle na przednich łapach i…….
No właśnie w tedy, zaczynam wewnątrz liczyć i kląć „k…..znowu tyle na paliwo poszło na darmo”. Ostatnie 2 miesiące kosztowały mnie tyle ile wyprawa po szczeniaka do Skandynawii w obie strony. Nie liczę tutaj telefonów.
Po ostatnich wizytach w hodowlach postanowiłem przestać być miły dla jaśnie panów i pań i jeżeli usłyszałem głupotę nie przytakiwałem tylko wyrażałem swoje zdanie, gdy rep chwalił się, co to on nie robi na placu z pozorantem chciałem to zobaczyć na własne oczy. Kończyło się na tym prze mój pies, który nie dorasta do repów jaśnie państwa stawał się minimum, jakie chciałem zobaczyć.
Widziałem wielkie nic, mój pies, który nawet OBI -0 nie ma zrobionego, wyciągany niczym jarmarczny zwierz pokazywał mości „hodowcom” „sztuczki” i pracę na rękawie, przy której ich „mistrzowie kojca” szli w siną dal. Taka jest smutna prawda. Wielkie słowa kończą się, gdy prosi się o demonstrację pracy i poziom wyszkolenia psów.
Ja wybierając hodowle odwiedzałem ją w 2 podejściach. Pierwsze to wyjazd do hodowli reproduktora gdzie byłem „oszołomiony” poziomem wyszkolenia psa i wiedzy hodowcy a dopiero potem jechałem do „mamy” oglądać miot. Skończyło się na tym, że mówiłem od razu. Interesuje mnie pies z większym poziomem wyszkolenia od mojego. Kończyło się na tym żałosnym przedstawieniu „policyjnego posłuszeństwa”. Rękaw – szkoda pisać.
Na koniec pytanko do „hodowców”, czemu przez wasze lenistwo, układy i układziki mają doznawać uszczerbku prawdziwe hodowle, gdzie dba się o wszystko, klienta nie traktuje się jak zło konieczne, łosia lub przytułek dla "eksperymentów hodowlanych".
Nie każdy kto chce kupić psa a nie jest ze "środowiska" jaśnie panów i pań nie musi być człowiekiem który nic o psach nie wie i można wciskać mu najgorszą ciemnotę.
Doradzam również wszystkim kupującym psy spisanie z Hodowca umowy.
O podkładaniu szczeniaków do miotu, dokrywaniu suk innym psem niż jest w metryce, lewych prześwietleniach, pseudo szkoleniach i egzaminach szkoda nawet wspominać ponieważ to zwykła codzienność.
W naszych rękach - zwykłych psiarzy jest odpowiedź co z tym zrobić. Pisać otwarcie o potwierdzonych przypadkach, wyśmiewać "hodowców", a chwalić Hodowców, sprawić aby nie czuli się anonimowi, uzmysłowić "środowisku" że liczy się coś takiego jak etyka, uczciwość, klient może iść do sądu, jeżeli ktoś narzeka niech zmieni zawód.
Jeżeli ktoś może sprzedawać wyszkolone i zdrowe psy to nie wiem czemu drugi ktoś ma mieć taryfę ulgową ?
Czy z takim zrozumieniem podchodzi się do kogoś kto za pieniądze coś Wam sprzedaje lub świadczy dla Was usługę ?
Nie, nie ma taryfy ulgowej dla ludzi przez których cierpią psy i opinia uczciwych Hodowców.
Czy każdy musi być hodowcą ? Nie, w wypadku gdy nie dorasta do tego miana wiedzą, etyką to niech przestanie męczyć siebie i swoje psy i zacznie hodować kaktusy.
One takie traktowanie zniosą.
Podobnie jak te dwa różne domy, w owczarkowym świecie wygląda poziom wyszkolenia przesławnych polskich reproduktorów On-a oraz psów, które naprawdę zaliczyły IPO1 i tych które startują na zawodach i mają prawdziwe IPO1.
Kiedyś, kiedy byłem mały, wierzyłem w bajki oraz miałem nieograniczone zaufanie do ludzi, a słowo hodowca utożsamiałem z obrazem przedstawianym przez media. Człowiek uczciwy, oddany do końca psom. Po jakimś czasie okazało się, że poza wyjątkami obraz polskich hodowli ONKa dla człowieka szukającego psa, który ma jakiś wygląd i przedewszystkim charakter wygląda tak:
- IPO1 potrzebne do reproduktora jest jak kula u nogi dla hodowców. Większość z nich nie ma elementarnej wiedzy jak pracować z psem i co On potrzebuje. Tam liczy się – „zobacz, jaka czerwień, jak on chodzi” etc.
- egzaminy i przeglądy to jedna wielka parodia, o czym można było się przekonać, gdy ktoś na nieszczęście dla kogoś puścił film na forum z takiego przeglądu. Obraz nędzy i rozpaczy. Przewodnik – hodowca, który nie potrafi prowadzić psa, kulące się i uciekające psy na widok pozoranta lub w najlepszym razie robione na agresji lękowej, chcące pożreć wszystko, co się rusza.
Klient jest traktowany jak całkowity lajkonik, któremu wciska się takie bzdety, że gdyby je nagrać i puścić można by było opowiadać 1000 lat anegdoty o tych ludziach. Niestety a może dla nas stety, żyjemy w dobie ogólnodostępnej informacji, większość ludzi ma Internet, samochód i jest w stanie sama się dokształcić u normalnych ludzi bez potrzeby polegania na „hodowlanych guru”. Nie ma już możliwości kształtowania w takim klimacie środowiska na wzór „Owczarkowie Opus Di” czy „Oknowe PZPN” – „to Se Ne warci pane Havranek”.
Najzabawniejsze z tego jest to, że hodowcy Onka nadal traktują go jak pudla, który ma tylko wyglądać. Szkoda, że z tym wyglądem nie Idzie, choć by zdrowie polskich repów. Zdrowie oraz badania to następny temat, który w Polsce jest delikatnie mówiąc – nie taki, jaki być powinien. Do czasu do czasu odezwie się jakiś Hodowca, któremu na sercu leży dobro rasy i wie, że owczarek to wygląd, zdrowie i charakter. Ale co z tego jak tacy hodowcy i ich słowa przypominają „Raport z oblężonego miasta”. Finał jest taki, że można stracić setki litrów paliwa, wydać na telefon tyle, co przeciętna Firma i nie odszukać dla siebie psa w naszym kraju. Do tego traci się nerwy przy słuchawce, gdzie opowiadacz bajek zawraca kijem Wisłę.
Gdybym zacytował rady szkoleniowe oraz „cechy”, które zachwalane psy posiadają to okazuje się, że białe jest czarne, północ to południe i cały świat jest odwrócony do góry nogami.
Przelękniony pies jest mi pokazywany, jako okaz ostrego „taty”, snująca się pod nogami „hodowcy” suka, jako ideał posłuszeństwa i uległości, rep ze zdjęcia obrobionego nie umiejętnie w phptoshopi-e w rzeczywistości ma czapraka, załamanie linii grzbietu, wybarwienie nawet w ½ nie przypomina tego ze zdjęcia, nagle widać kłaki za uszami jak u mojego yogi, frędzle na przednich łapach i…….
No właśnie w tedy, zaczynam wewnątrz liczyć i kląć „k…..znowu tyle na paliwo poszło na darmo”. Ostatnie 2 miesiące kosztowały mnie tyle ile wyprawa po szczeniaka do Skandynawii w obie strony. Nie liczę tutaj telefonów.
Po ostatnich wizytach w hodowlach postanowiłem przestać być miły dla jaśnie panów i pań i jeżeli usłyszałem głupotę nie przytakiwałem tylko wyrażałem swoje zdanie, gdy rep chwalił się, co to on nie robi na placu z pozorantem chciałem to zobaczyć na własne oczy. Kończyło się na tym prze mój pies, który nie dorasta do repów jaśnie państwa stawał się minimum, jakie chciałem zobaczyć.
Widziałem wielkie nic, mój pies, który nawet OBI -0 nie ma zrobionego, wyciągany niczym jarmarczny zwierz pokazywał mości „hodowcom” „sztuczki” i pracę na rękawie, przy której ich „mistrzowie kojca” szli w siną dal. Taka jest smutna prawda. Wielkie słowa kończą się, gdy prosi się o demonstrację pracy i poziom wyszkolenia psów.
Ja wybierając hodowle odwiedzałem ją w 2 podejściach. Pierwsze to wyjazd do hodowli reproduktora gdzie byłem „oszołomiony” poziomem wyszkolenia psa i wiedzy hodowcy a dopiero potem jechałem do „mamy” oglądać miot. Skończyło się na tym, że mówiłem od razu. Interesuje mnie pies z większym poziomem wyszkolenia od mojego. Kończyło się na tym żałosnym przedstawieniu „policyjnego posłuszeństwa”. Rękaw – szkoda pisać.
Na koniec pytanko do „hodowców”, czemu przez wasze lenistwo, układy i układziki mają doznawać uszczerbku prawdziwe hodowle, gdzie dba się o wszystko, klienta nie traktuje się jak zło konieczne, łosia lub przytułek dla "eksperymentów hodowlanych".
Nie każdy kto chce kupić psa a nie jest ze "środowiska" jaśnie panów i pań nie musi być człowiekiem który nic o psach nie wie i można wciskać mu najgorszą ciemnotę.
Doradzam również wszystkim kupującym psy spisanie z Hodowca umowy.
O podkładaniu szczeniaków do miotu, dokrywaniu suk innym psem niż jest w metryce, lewych prześwietleniach, pseudo szkoleniach i egzaminach szkoda nawet wspominać ponieważ to zwykła codzienność.
W naszych rękach - zwykłych psiarzy jest odpowiedź co z tym zrobić. Pisać otwarcie o potwierdzonych przypadkach, wyśmiewać "hodowców", a chwalić Hodowców, sprawić aby nie czuli się anonimowi, uzmysłowić "środowisku" że liczy się coś takiego jak etyka, uczciwość, klient może iść do sądu, jeżeli ktoś narzeka niech zmieni zawód.
Jeżeli ktoś może sprzedawać wyszkolone i zdrowe psy to nie wiem czemu drugi ktoś ma mieć taryfę ulgową ?
Czy z takim zrozumieniem podchodzi się do kogoś kto za pieniądze coś Wam sprzedaje lub świadczy dla Was usługę ?
Nie, nie ma taryfy ulgowej dla ludzi przez których cierpią psy i opinia uczciwych Hodowców.
Czy każdy musi być hodowcą ? Nie, w wypadku gdy nie dorasta do tego miana wiedzą, etyką to niech przestanie męczyć siebie i swoje psy i zacznie hodować kaktusy.
One takie traktowanie zniosą.
środa, 27 stycznia 2010
IPO bueeee
IPO jest bueee
Bardzo często ludzie mają w swojej głowie pewne wyobrażenie czegoś lub kogoś. Wynika to ze sposobu postrzegania przez nas rzeczywistości. To, co widzę ja lub TY to jedynie subiektywna reprodukcja i interpretacja małej części rzeczywistości, taki prywatny matrix.
Wielu ludzi, którzy zajmują się innymi dziedzinami psiego sportu wydaje się i tutaj używam słowa „wydaje się” z pełną premedytacją, ze IPO to sport dla facetów szukających uzupełnienia swojego ego w psie obrońcy.
Takie bzdury i komunały może pisać tylko ktoś, dla kogo IPO i prawdziwa obrona to równorzędne światy. Nie będę starał się wyjaśniać, kogoś naprawdę obchodzą takie różnice może wziąć swoje 4 łapy, pojechać z nimi na najbliższy plac do fachowca, gdzie szybko dostrzeże różnice między jednym i drugim. Nie mówiąc już o tym, że tzw. obrona to tylko jeden z 3 elementów tej dyscypliny. Nikt poważny nie bierze się za IPO tylko dla gryzienia przez psa rękawa. Poza tym uczenie psa schematu – łap za rękaw czyni go bardziej ułomnym do walki z człowiekiem. Jest wiele kolosalnych różnic między przygotowaniem psa do prawdziwego ataku lub obrony na człowieka a trenowaniem „obrony” w IPO.
Budować ego to ja mogę, ale przy dobrze zrobionym przez psa śladzie lub widowiskowym posłuszeństwie, gdzie widać nie tylko to, co dała psu natura, ale przede wszystkim ilość pracy włożoną przez przewodnika w ułożenie psa.
Polecam miłośnikom płotków oraz latającego talerza poznanie tego, co się chce krytykować.
Jeżeli ktoś uznaje IPO za bez celowe to samo mogę ja powiedzieć, że pies nie jest stworzony do polowania na ptaki i skoki ciężkiego psa mimo radości jego pana nie wpłyną pozytywnie na jego zdrowie, lub co to za przyjemność w lataniu z psem po kładkach i tunelach?
Czy to, co napisałem o tych 2 psich sportach jest do końca prawda? Nie jest i może kogoś obrazić. Jest płytkie, pozbawione wiedzy i dokładniejszej analizy. Takie samo odczucie ma się w tedy, gdy miłośnicy tych sportów oceniają, IPO i ludzi z psami, gdy sami nie mają pojęcia, o czym piszą lub mówią.
IPO nie jest sportem dla ludzi wygodnych. Jeżeli ktoś nie lubi moknąć, stać w błocie widzieć swojego psa pracującego na najwyższych obrotach to zgoda, IPO nie jest dla leniwych. Jeżeli komuś brak pokory i uważa, że wszystko można przeczytać bez praktyki to zgoda, IPO również nie jest dla niego.
Tylko prośba nie wypowiadajcie sądów o ludziach, gdy nie macie bladego pojęcia, co oni tak naprawdę z psami robią.
Bardzo często ludzie mają w swojej głowie pewne wyobrażenie czegoś lub kogoś. Wynika to ze sposobu postrzegania przez nas rzeczywistości. To, co widzę ja lub TY to jedynie subiektywna reprodukcja i interpretacja małej części rzeczywistości, taki prywatny matrix.
Wielu ludzi, którzy zajmują się innymi dziedzinami psiego sportu wydaje się i tutaj używam słowa „wydaje się” z pełną premedytacją, ze IPO to sport dla facetów szukających uzupełnienia swojego ego w psie obrońcy.
Takie bzdury i komunały może pisać tylko ktoś, dla kogo IPO i prawdziwa obrona to równorzędne światy. Nie będę starał się wyjaśniać, kogoś naprawdę obchodzą takie różnice może wziąć swoje 4 łapy, pojechać z nimi na najbliższy plac do fachowca, gdzie szybko dostrzeże różnice między jednym i drugim. Nie mówiąc już o tym, że tzw. obrona to tylko jeden z 3 elementów tej dyscypliny. Nikt poważny nie bierze się za IPO tylko dla gryzienia przez psa rękawa. Poza tym uczenie psa schematu – łap za rękaw czyni go bardziej ułomnym do walki z człowiekiem. Jest wiele kolosalnych różnic między przygotowaniem psa do prawdziwego ataku lub obrony na człowieka a trenowaniem „obrony” w IPO.
Budować ego to ja mogę, ale przy dobrze zrobionym przez psa śladzie lub widowiskowym posłuszeństwie, gdzie widać nie tylko to, co dała psu natura, ale przede wszystkim ilość pracy włożoną przez przewodnika w ułożenie psa.
Polecam miłośnikom płotków oraz latającego talerza poznanie tego, co się chce krytykować.
Jeżeli ktoś uznaje IPO za bez celowe to samo mogę ja powiedzieć, że pies nie jest stworzony do polowania na ptaki i skoki ciężkiego psa mimo radości jego pana nie wpłyną pozytywnie na jego zdrowie, lub co to za przyjemność w lataniu z psem po kładkach i tunelach?
Czy to, co napisałem o tych 2 psich sportach jest do końca prawda? Nie jest i może kogoś obrazić. Jest płytkie, pozbawione wiedzy i dokładniejszej analizy. Takie samo odczucie ma się w tedy, gdy miłośnicy tych sportów oceniają, IPO i ludzi z psami, gdy sami nie mają pojęcia, o czym piszą lub mówią.
IPO nie jest sportem dla ludzi wygodnych. Jeżeli ktoś nie lubi moknąć, stać w błocie widzieć swojego psa pracującego na najwyższych obrotach to zgoda, IPO nie jest dla leniwych. Jeżeli komuś brak pokory i uważa, że wszystko można przeczytać bez praktyki to zgoda, IPO również nie jest dla niego.
Tylko prośba nie wypowiadajcie sądów o ludziach, gdy nie macie bladego pojęcia, co oni tak naprawdę z psami robią.
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Dbaj o linie swojego psa.
Jestem ciekawy czy kiedykolwiek będąc na szkoleniu usłyszeliście jak Instruktor mówi do kogoś prosto z mostu że jego pies jest zaniedbany i że w obecnej fazie nie nadaje się do ćwiczeń.
Nie chodzi tutaj o wyczesanie futra ale o zaniedbanie kondycji psa. W skrócie pies jest zwyczajnie upasiony i za gruby do sportu. Uprawianie z nim IPO grozi urazami stawów i kręgosłupa nie mówiąc o przeciążeniu serca gdy wyciągnięty z domowych pieleszy piesek jest dopinany bez przygotowania kondycyjnego do roweru, zmuszany do biegania za talerzem, skakania przez płotki czy ganiania pozoranta.
Ja miałem to szczęście i instruktor nie miał ogródek do mówienia panu lub panci prawdy w oczy.
Wiem że jest fajnie pojechać gdzieś sobie i dać pieskowi poskakać. Ale na zdrowy rozum wszystko w określonym czasie. Mój pies nie chodzi ze mną teraz na długie wyprawy po śniegu w imię moich upodobań do syberyjskiego klimatu, ale w imię dobrej kondycji na wiosnę. Rok temu nocno zimowe spacery pozwoliły nam na rozpoczęcie normalnie sezonu, zwalczenie drugiej babeszjozy i przetrwanie bez urazów moich szalonych pomysłów.
Dlatego nim przyjdzie wam do głowy przeciążać swojego psa który do tej pory tylko leżał, proponuję wizytę u weta, prześwietlenie stawów, badanie ser ducha i jeżeli wszystko będzie ok. powolne rozpoczęcie wdrażania psa do sportu.
Pojechanie na „IPO” z psem który nie jest rozbiegany i w dobrej kondycji to proszenie się o kłopoty.
Nie chodzi tutaj o wyczesanie futra ale o zaniedbanie kondycji psa. W skrócie pies jest zwyczajnie upasiony i za gruby do sportu. Uprawianie z nim IPO grozi urazami stawów i kręgosłupa nie mówiąc o przeciążeniu serca gdy wyciągnięty z domowych pieleszy piesek jest dopinany bez przygotowania kondycyjnego do roweru, zmuszany do biegania za talerzem, skakania przez płotki czy ganiania pozoranta.
Ja miałem to szczęście i instruktor nie miał ogródek do mówienia panu lub panci prawdy w oczy.
Wiem że jest fajnie pojechać gdzieś sobie i dać pieskowi poskakać. Ale na zdrowy rozum wszystko w określonym czasie. Mój pies nie chodzi ze mną teraz na długie wyprawy po śniegu w imię moich upodobań do syberyjskiego klimatu, ale w imię dobrej kondycji na wiosnę. Rok temu nocno zimowe spacery pozwoliły nam na rozpoczęcie normalnie sezonu, zwalczenie drugiej babeszjozy i przetrwanie bez urazów moich szalonych pomysłów.
Dlatego nim przyjdzie wam do głowy przeciążać swojego psa który do tej pory tylko leżał, proponuję wizytę u weta, prześwietlenie stawów, badanie ser ducha i jeżeli wszystko będzie ok. powolne rozpoczęcie wdrażania psa do sportu.
Pojechanie na „IPO” z psem który nie jest rozbiegany i w dobrej kondycji to proszenie się o kłopoty.
Bujaj mnie na ogonie, czyli o wysokim sporcie
Na forum pokazałem film pewnej słowackiej hodowli Malinois z wyższej pułki. Hodowlą tą zajmuje się doświadczony i kochający swoje psy ponad życie człowiek.
Na wielu filmach przedstawia on scenę, w której piesek w trakcie chwytu rękawa jest bujany na ogonie. Budzi to wiele kontrowersji i na pewno nie jest metodą polecaną wszystkim rasom i ludziom, którym brakuje doświadczenia, czyli np. mi.
Jednak decydując się na uprawianie sportu ze swoim psem patrzymy często po ludzku na to, co z nim robimy i skala zła wyrządzanego przez wyczyn jest źle przykładana. Gdy ktoś liźnie tylko środowiska np. IPO to zobaczy psy z
- startymi od juty zębami
- straconymi zębami przez brak higieny na placu gdzie się ćwiczy. Mokry rękaw podawany wielu psom to siedlisko grzybów i bakterii. Jedno nie fortunne zranienie dziąsła, zakażenie i mamy psa z połową zębów i olbrzymim cierpieniem
- zjechane stawy
- kontuzje etc….
Taka jest niestety cena sportu. Jak zawsze pisałem, że tutaj nie będzie bajek. Czołówka polskiego IPO – implanty. Takich przypadków jest masa, nie mówiąc już o podłym losie psów, które po jakimś czasie nie spełniły wymagań zawodniczych i idą właśnie gdzie?
Jeżeli wierzycie w to, że pies pracujący po 1.5 Roku mieszkania w kojcu, pracy na ostro w obronie nadaje się do spacerów po parku to ja wam życzę więcej bajek. Ktoś napisze a ja znam coś innego, ok. ja tak, że tylko, że ja oceniam całość a nie wycinek.
Niestety takie psy bardzo często trafiają w złe miejsca lub kończą pod igłą, gdy nie spełnią wymagań zawodnika a nie ma on ani miejsca ani czasu na trzymanie tych psów. Oczywiście nie jest tak zawsze i sam znam hodowle i zawodników gdzie psy są kochane i szanowane do końca swoich dni.
Z boku są ludzie, którym się to nie podoba i mają w 4 literach IPO oraz sporty ringowe.
W dużej mierze nie jest to brak ich zainteresowania, tylko brak odpowiednich cech ich psów, do chociaż podstaw IPO.
Oczywiście w psiej szkole wam nikt tego tak szybko nie powie, ponieważ psina zawsze poszczeka i weźmie rękaw. Jest to widowiskowe i łatwe dla pozoranta.
Gorzej, gdy chcemy, aby pozorant popracował nad osaczeniem, oszczekaniem gdzie dopiero tutaj wychodzi psyche psa i jego predyspozycje.
O jak pięknie w tedy widać „twardość” niektórych psów i prawdziwe możliwości takich spokojnych „yogi” jak np. moja pysiu la. Tylko, że to ciężka praca i łatwo można zrazić tym klientów.
Czemu w Niemczech zaczyna się pracę z psem od oswojenia go z człowiekiem i batem a dopiero, gdy to jest na odpowiednim poziomie uczy się gryzienia?
Czemu w Polsce psy nie potrafią prostego rewirowania, w którym wychodzi prawdziwa współpraca psa z przewodnikiem, błędy, konflikty, podporządkowanie?
Prosta odpowiedź, ponieważ łatwiej jest postrzelać z bata i pokazać, jaki to piesek klienta szczekliwy, a jeszcze gdy jest z zaprzyjaźnionej hodowli to już w ogóle mistrz świata.
Ale jak przychodzi do pracy pozorant vs pies w kryjówce to super dog okazuje się bidulką, która nie wie, co ma robić – uciekać czy szczekać. Takie są efekty rozpoczynania pracy z psem w obronie bez oswojenia go z człowiekiem – pozorantem.
Z tych powodów ja się nie dziwię ucieczce ludzi do robienia kalek z 70 cm i ważących 45KG oraz więcej DONóW i ONÓW . Agility oraz latający talerzyk robią takie samo spustoszenie w stawach i kręgosłupie psa o budowie onka i z takim wzrostem i wagą jak orka w IPO. Tylko, że ludzie jakoś szybko o tym zapominają. Chce, agility ok. są do tego odpowiednie rasy lub mniejsze i mniej kontowane onki.
Nie cierpię dwulicowości oraz podwójnych norm moralnych. A ludzie, którzy krytykują IPO sami są autorami nieszczęścia swoich psów. Komuś się nie podobało ? Bardzo dobrze może pomyśli nim swojego wielkiego psa skarze na chore stawy i kręgosłup.
Na wielu filmach przedstawia on scenę, w której piesek w trakcie chwytu rękawa jest bujany na ogonie. Budzi to wiele kontrowersji i na pewno nie jest metodą polecaną wszystkim rasom i ludziom, którym brakuje doświadczenia, czyli np. mi.
Jednak decydując się na uprawianie sportu ze swoim psem patrzymy często po ludzku na to, co z nim robimy i skala zła wyrządzanego przez wyczyn jest źle przykładana. Gdy ktoś liźnie tylko środowiska np. IPO to zobaczy psy z
- startymi od juty zębami
- straconymi zębami przez brak higieny na placu gdzie się ćwiczy. Mokry rękaw podawany wielu psom to siedlisko grzybów i bakterii. Jedno nie fortunne zranienie dziąsła, zakażenie i mamy psa z połową zębów i olbrzymim cierpieniem
- zjechane stawy
- kontuzje etc….
Taka jest niestety cena sportu. Jak zawsze pisałem, że tutaj nie będzie bajek. Czołówka polskiego IPO – implanty. Takich przypadków jest masa, nie mówiąc już o podłym losie psów, które po jakimś czasie nie spełniły wymagań zawodniczych i idą właśnie gdzie?
Jeżeli wierzycie w to, że pies pracujący po 1.5 Roku mieszkania w kojcu, pracy na ostro w obronie nadaje się do spacerów po parku to ja wam życzę więcej bajek. Ktoś napisze a ja znam coś innego, ok. ja tak, że tylko, że ja oceniam całość a nie wycinek.
Niestety takie psy bardzo często trafiają w złe miejsca lub kończą pod igłą, gdy nie spełnią wymagań zawodnika a nie ma on ani miejsca ani czasu na trzymanie tych psów. Oczywiście nie jest tak zawsze i sam znam hodowle i zawodników gdzie psy są kochane i szanowane do końca swoich dni.
Z boku są ludzie, którym się to nie podoba i mają w 4 literach IPO oraz sporty ringowe.
W dużej mierze nie jest to brak ich zainteresowania, tylko brak odpowiednich cech ich psów, do chociaż podstaw IPO.
Oczywiście w psiej szkole wam nikt tego tak szybko nie powie, ponieważ psina zawsze poszczeka i weźmie rękaw. Jest to widowiskowe i łatwe dla pozoranta.
Gorzej, gdy chcemy, aby pozorant popracował nad osaczeniem, oszczekaniem gdzie dopiero tutaj wychodzi psyche psa i jego predyspozycje.
O jak pięknie w tedy widać „twardość” niektórych psów i prawdziwe możliwości takich spokojnych „yogi” jak np. moja pysiu la. Tylko, że to ciężka praca i łatwo można zrazić tym klientów.
Czemu w Niemczech zaczyna się pracę z psem od oswojenia go z człowiekiem i batem a dopiero, gdy to jest na odpowiednim poziomie uczy się gryzienia?
Czemu w Polsce psy nie potrafią prostego rewirowania, w którym wychodzi prawdziwa współpraca psa z przewodnikiem, błędy, konflikty, podporządkowanie?
Prosta odpowiedź, ponieważ łatwiej jest postrzelać z bata i pokazać, jaki to piesek klienta szczekliwy, a jeszcze gdy jest z zaprzyjaźnionej hodowli to już w ogóle mistrz świata.
Ale jak przychodzi do pracy pozorant vs pies w kryjówce to super dog okazuje się bidulką, która nie wie, co ma robić – uciekać czy szczekać. Takie są efekty rozpoczynania pracy z psem w obronie bez oswojenia go z człowiekiem – pozorantem.
Z tych powodów ja się nie dziwię ucieczce ludzi do robienia kalek z 70 cm i ważących 45KG oraz więcej DONóW i ONÓW . Agility oraz latający talerzyk robią takie samo spustoszenie w stawach i kręgosłupie psa o budowie onka i z takim wzrostem i wagą jak orka w IPO. Tylko, że ludzie jakoś szybko o tym zapominają. Chce, agility ok. są do tego odpowiednie rasy lub mniejsze i mniej kontowane onki.
Nie cierpię dwulicowości oraz podwójnych norm moralnych. A ludzie, którzy krytykują IPO sami są autorami nieszczęścia swoich psów. Komuś się nie podobało ? Bardzo dobrze może pomyśli nim swojego wielkiego psa skarze na chore stawy i kręgosłup.
Subskrybuj:
Posty (Atom)